Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HM. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lutego 2014

Jednorożec do obrony przed sesją


Jak wiadomo wszem i wobec okolice początku lutego to okres panowania wyjątkowo uciążliwej choroby dopadającej rzesze młodych ludzi, a mianowicie – sesji. Mnie także ta potworzyca dopadła, stąd moja przykra absencja na blogu. Teraz mam krótki antrakt, więc może ponadrabiam zaległości wszelakie, zaczynając od książkowych. Wreszcie zabrałam się za „Grę o tron”, już na jednej z pierwszych stron zachwycił mnie dialog:
"Robb says the man died bravely, but Jon says he was afraid."
"What do you think?" his father asked.
Bran thought about it. "Can a man still be brave if he's afraid?"
"That is the only time a man can be brave," his father told him.
Wpasowuję rzeczywistość w realia egzaminacyjne. Bo czyż powyższy cytat o odwadze i strachu nie oddaje idealnie tego, co czujemy na chwilę przed rozpoczęciem się tego okrrropnie trudnego egzaminu ;)? Na dokładkę kolejny cytat, tym razem stricte z sesji, ponieważ musiałam się o tym człowieku uczyć:
Każdy z nas jest ignorantem, tyle że w różnych dziedzinach wiedzy.
Jose Ortega y Gasset, niezwykle inteligentny człowiek, być może kiedyś o nim parę słów napiszę. A jakby tak dodać to zdanie przy trudnym pytaniu na egzaminie ;)? 

Jeśli chodzi o strój to jest to czerń na wesoło w bardzo przyjemnej kompanii - kropek oraz różowego jednorożca, który przybył do nas z innej galaktyki ^^
The heart of kitsch!












płaszcz, pierścionek, kolczyki - Orsay; bluzka - New Yorker; spodnie - Pako Jeans; narzutka w kropki, pasek - H&M; martensy - McArthur; torebka - Carry; zegarek, nauszniki - jarmark bożonarodzeniowy we Wrocławiu :)

niedziela, 12 stycznia 2014

Sylwestrowo, w przedsesyjnym nastroju

Sylwestrowo-Dalekowe ciasto zrobione przez O. :)
Jako że sesja zbliża się wielkimi krokami, to i mnie w głowie głównie tematy egzaminacyjne.

Słyszeliście o czynach przepołowionych? Chodzi o to, że ten sam czyn po przyjęciu pewnego kryterium rzeczowego lub ocennego będzie albo wykroczeniem, albo przestępstwem. W przypadku kradzieży to kryterium jeszcze do niedawna stanowiła kwota 250 zł. I już wtedy było to często wykorzystywane, notorycznie zdarzały się przypadki, że ktoś ukradł mienie dokładnie licząc, żeby wyszło poniżej magicznej granicy (podobno zdarzają się złodzieje, którzy przychodzą do sklepu z kalkulatorem!), bo jeśli wpadł, to i tak mu to nie zepsuje papierów, nie wsadzą go do więzienia etc. Osobiście jestem zdania, że owa granica powinna wynosić 50 zł, żeby obejmować co najwyżej tych, którzy kradną faktycznie z biedy, z głodu, a nie z wyrachowania czy chęci zysku. I granica ta została zmieniona. W górę. Aktualnie, żeby zostać przestępcą, trzeba nakraść rzeczy za sumę wynoszącą ¼ minimalnego wynagrodzenia, co w tej chwili wynosi 420 zł (w 2013 r. było 400 zł). Złodzieje z ukłonami dziękują za zmianę w kodeksie wykroczeń.

...
Rok 2014 już się na dobre zadomowił, a ja dopiero z kreacją sylwestrową ;).










sukienka, pasek - H&M; buty - eSKa; bransoletka, opaska - Claire's; naszyjnik - Orsay; soczewki - GeoOptica

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Zbliża się koniec fioletu

Znalezione na Pintereście
Jest wiele życzeń, które mogłabym Wam złożyć, ale w tym roku życzę Wam przede wszystkim, żebyście się na chwilę zatrzymali. Żebyście nie wpadali w te święta z biegu, zagonieni, prosto z uczelni, pracy czy szkoły. Żebyście znaleźli chwilę na kontemplację, wyciszenie, pomyślenie o swoim życiu. Nawet jeśli nie zdążycie czegoś zrobić, świat się nie zawali. Jeśli nie zdążycie upiec ciasta albo pięknie spakować prezentów, trudno, to nie jest najważniejsze – mimo że każdy z nas chce, aby te święta wyszły perfekcyjnie (w końcu rodzina przyjdzie, będzie oceniać i w ogóle). Ale pamiętajcie, to nie ilość bombek czy wartość prezentów zadecyduje o tym, czy święta były perfekcyjnie – ale to, co macie w sercach i jak przeżyjecie te święta. Syn Boży przyszedł do nas po cichu, bez famfarów, prezentów i luksusów, bez gwaru, szumu i przesady. Tacy i my postarajmy się być. Bez niepotrzebnego gwaru. Po cichu.

Wesołych, zdrowych i spokojnych świąt Wam życzę!

Polecam Wam również jedną z moich ulubionych świątecznych piosenek, tutaj w wykonaniu ś.p. Ronniego Jamesa Dio:

A na koniec jeszcze świąteczne przesłanie:
(nie wiedzieć czemu nie chciało mi się pokazać okienko z filmem).

PS. Tytuł postu nawiązuje oczywiście do końca Adwentu :).

A oto nasza cudna, rybnicka choinka:

Mam na sobie sweterek, który udało mi się dorwać na otwarciu Sinsaya w C.H. Magnolia we Wrocławiu, dzięki magicznej zniżce -50% dałam za niego raptem 25 zł :D.


płaszcz, czapka, szalik, rękawiczki - Orsay; spodnie - C&A; sweter - Sinsay; torebka - Boti; buty - CCC; skarpetki - H&M; naszyjnik - jarmark we Wrocławiu

wtorek, 19 listopada 2013

Bo Bizet to nie tylko "Carmen"

Tak się złożyło, że jeszcze nie miałam okazji być na operze, toteż kiedy okazało się, że koleżanka poszukuje towarzystwa, z chęcią się zgodziłam. Tę decyzję zaliczam do bardziej udanych w moim życiu, ponieważ dzięki niej wybrałam się na "Poławiaczy pereł" George'a Bizeta. Już sam fakt, że w tym megawidowisku brało udział 300 aktorów, robi wrażenie. Zdecydowanie odpowiadało mi, że akcja tej opery rozgrywa się w Cejlonie, bo dzięki temu można było poczuć tę jedyną w swoim rodzaju orientalną atmosferę, wzmożoną przez przepiękne stroje (i częste wzywanie boga Brahmy). Bardzo dobrym pomysłem jest wyświetlanie polskiego tłumaczenia libretta na telebimach, dzięki czemu nie ma problemu ze zrozumieniem (bo nie wyobrażam sobie, żeby śpiewali tłumaczony tekst). Fabuła sama w sobie może i mnie nie porwała, jednak nie była też zła. Zresztą wydaje mi się, że nie jest ona najważniejsza w operze, a kluczową sprawę stanowi muzyka, która była najwyższym poziomie. Wszyscy soliści zachwycali umiejętnościami wokalnymi, a brzmienie chóru miało moc i wprowadzało w klimat Cejlonu. Przepięknie tańczyła sekcja baletowa, można było się na nich zapatrzeć. Teraz z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnego megawidowiska we Wrocławiu, które zapowiada się na wiosnę.
Kilka zdjęć:

Jeśli chodzi o stylizację, to jest cieplutko i jesiennie. W tym sezonie wzięło mnie na kolor bordowy, co zresztą nietrudno zauważyć (sparkląca się bordowa czapka, cudeńko!). Koszula, którą mam na sobie, ma tylko jedną niedogodność - jak zapnę ją na ostatni guzik, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to próba pozbycia się mnie poprzez uduszenie.

Może nie do końca widać, ale mam jasno zielony lakier oraz srebrny






płaszcz - Promod; sweter - Takko; bluzka koszulowa - H&M; torebka - Orsay; czapka - New Yorker; koturny - CCC;

sobota, 26 października 2013

Tej jesieni noszę medycynę

Jesień. Kolorowe liście opadają z drzew, wyściełając chodniki różnokolorowym dywanem. Spadająca powoli temperatura zaczyna sugerować wygrzebanie z szaf szalików i botków. Zewsząd uśmiechają się do mnie dynie w postaci ozdób na halloween i dyniowych smakołyków. Jesienna latte w Turkawce rozgrzewa w chłodne poranki. Milka prezentuje czekoladę w kształcie choinek, choć bliżej nam do Święta Zmarłych niż Bożego Narodzenia. Nieprzeczytane gazety leżą przygniecione podręcznikami. Jesień. Żeby wczuć się w klimat, kupuję konfetti w kształcie czarownic i czaszek oraz lizaki udające gałki oczne. Wsłuchuję się w dźwięki miasta, w pędzące tramwaje i kolejki w przychodni. Czernieję, wracam do ciemnych barw, miłuję bordo i przygarniam granatowy. Uśmiecham się na widok wiekowego dżentelmena, który ustępuje miejsca równie wiekowej kobiecie, poruszającej się o kulach, po czym sama ustępuję mu miejsca. Ten pan przywraca mi więcej wiary w cywilizację niż wszystkie międzynarodowe traktaty świata i obietnice razem wzięte. Jesień życia, która nie zwalnia z posiadania klasy.

Idę spiesznie wieczorem na kolację. Myśli mam jednotorowe niczym wojownik z dżungli amazońskiej: upolować posiłek. W biegu chwytam wręczoną mi ulotkę z napisem „-20 %”. Posilona zdobytym pożywieniem, sałatką z tuńczykiem, zaglądam do sklepu, którego reklamę dzierżę w dłoni. Medicine. Everyday Therapy. Dobrze, chwytliwa nazwa. W środku zostaję porażona ilością rzeczy, które wydaje mi się być szyte z myślą o mnie. Szkielety, kruk w cylindrze, szop, goryle, jelenie, nawet i jakieś drobne jednorożce. Ja, ja, ja. Wychodzę oczarowana. Z dwiema bluzkami i apaszką.



Oto w pełnej krasie bluzka a'la nietoperek ;)
z serii: Pozdrowienia z Wrocławia
i hopsamy w górę!
Reptilia na tronie, hell yeah
Są liście, to się dziecko cieszy ;)
spodnie – Pako Jeans; bluzka, apaszka – Medicine; botki – CCC; torebka – Carry; „plastiki” - wygrana u Babeczek; sweter – H&M; 

Jak zwykle zachęcam do obserwacji tradycyjnej tudzież bloglovinowej oraz do polubienia mnie na Facebooku :)